<title_newspaper=Sztandar Modych> 
<title_article=Dziewczyna na koniu> 
<author_1=H. Krzywdzianka>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year="1954">
<month="7">
<date=1954-07-31>
<period=d>
<status=1_obieg>
<support=paper>
Tego dnia jak zwykle po poudniu jest ciepo i pada rzsisty deszcz. Nim wejdziemy w alej otoczon koronami kwitncych lip, popatrzmy na szaro-zoty niekoczcy si an pochylonego do ziemi yta. Gdyby nie deszcz, yto mona by ju kosi. Tymczasem niwiarze  traktorzyci radz po domach, w wietlicy o planach jutrzejszego dnia, ktry powinien by pogodny. Ale nie wszyscy jak si okazuje spdzaj czas pod dachem.
Oto na horyzoncie ukazaa si pocztkowo maleka, mglista, a pniej ju zupenie wyrana sylwetka galopujcego na koniu jedca. Jeszcze par minut i z polnej drogi wynurza si, pdzc prosto w aleje, pikny gniady ko z pochylon do przodu dziewczyn. Ko zwalnia tempo. Dziewczyna z daleka jeszcze mieje si gono.
Ale zmokam  mwi  to nic zaraz wyschnie  dodaje z otuch. Jednym ruchem cigna konia za uzd i zeskoczya zgrabnie z sioda. Otrzepna mokre rkawy szarej kurtki i przygadzia rozwichrzone jasne wosy.
Szkoda mi jczmienia  pokazuje gar wilgotnych, wsatych kosw.  Myl, e na jutro pogoda si zmieni. Wyjedziemy wczenie i bdziemy kosi  nadrabia stracony przez deszcz czas  mwi jakby chciaa sam siebie przekona.
Jeszcze par metrw i miniemy bram, na ktrej wisi czerwona tablica z napisem Pastwowe Gospodarstwo Rolne w Zotowie. Jestemy ju na obszernym podwrzu gospodarstwa, wok otoczonego zabudowaniami. Nim trafimy do pokoju Gieni, pjdziemy razem na wieczorny obchd do obr i chlewni.
Najpierw oczywicie do koni. Oto najpikniejszy  jakiego widziaem  mwi tow. Homicz, razem z ktrym wybralimy si tu, by odwiedzi Gieni.
W wieo bielonych przegrodach stajni z tabliczkami danych personalnych, stoj pikne gniade i kare konie. Wrd nich jeden siwy  ten najpikniejszy, ktrym Gienia czsto jedzi. 
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
